czwartek, 7 września 2017

Dancing Queen

Dzisiaj miałyśmy dwie lekcje. Dzieciaków z dnia na dzień przybywa, wiec jest ich coraz więcej do ogarnięcia. Jako, że nie prowadzimy jeszcze zajęć merytorycznych, są to cały czas creativity lessons, podczas których dzieci robią różne rzeczy. Dzisiaj tematem przewodnim był taniec. Włączyłam dzieciom muzykę, do której tańczyły, a potem miały narysować skojarzenia jakie im przychodzą do głowy, gdy słyszą tę muzykę. Zaprezentowałyśmy im europejską klasykę disco czyli ABBĘ,
dzieciom bardzo się to spodobało. Głównie rysowały tańczących ludzi, korony, stoły z telewizorami (?). Wszystkiemu przyglądali się tutejsi nauczyciele, chyba byli zadowoleni bo się do nas uśmiechali:) Niestety, jedno dziecko nam się rozpłakało bo bardzo chciało iść do domu spać. No i poszło. Aby przy okazji sprawdzić jaki poziom angielskiego maja dzieci, miały za zadanie napisać nazwy tego co narysowały. I tu niestety był trochę problem. Okazało się, że większość umie tylko
pojedyncze litery, ale nie potrafią złożyć ich w słowa. Tak więc trzeba było przeliterować im większość słów. Oby tylko zapamiętali je i potrafili użyć w przyszłości.

Poniżej udało mi się załadować jeszcze zdjęcia z wczoraj:

Po lekcjach miałyśmy jechać do miasta na zakupy, aby uzupełnić zapasy. Kierowca miał przyjechać za godzinę, ale ostatecznie przyjechał po 2,5h. Zakupy przebiegły sprawnie.

Dla osób zaciekawionych tym co tu jemy i jak chronimy sie przed zatruciem:
 - wódka - mamy tu żubrówkę, malinowicę i wiśniowicę:) każde naczynie przed użyciem przecieramy żubrówką (białą), natomiast malinowicę i wiśniowicę popijamy w niewielkich ilościach. Jak na razie system działa, czujemy się bardzo dobrze,
 - jedzenie - nie ma tu możliwości żeby wyjść gdzieś i zjeść, dlatego też posiłki przygotowujemy sobie same. Na śniadanie głównie owsianka, na obiad ryż lub makaron z sosem/serem/kostką rosołową. Na kolację zależnie od potrzeby i możliwości: budyń, kisiel, petitki, batoniki owsiane, biszkopty, lubisie itp.
 - woda - do gotowania, herbaty i mycia zębów używamy wody butelkowanej, do zmywania i mycia ciała i włosów używamy wody z kranu, do mycia twarzy płynu
micelarnego. Nie mamy na razie grzybicy ani żadnych nadmiernych pryszczy. Ręce przecieramy płynami antybaktryjnymi.

Mamy tu również współlokatora, który nas często odwiedza i nawet zrobił sobie z Kamili łóżka toaletę. Jest to mysz Teodor. Niestety, nie płaci czynszu i ciągle czycha na nasze jedzenie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Malá Fatra - Wielki powrót

Przebywając w Zambii na wolontariacie, cały czas marzyłam o wyprawie w góry. Niestety, w Zambii nie udało mi się nigdzie wybrać, mimo że naj...